Numer 2Cena: jeden szeląg

Gazeta Pogranicza

Wydanie nadzwyczajne — ku przestrodze podróżnych i ludzi bogobojnych

Wydanie nadzwyczajne · Z Elmsville, przez posłańca naszego

MASAKRA W ELMSVILLE

Cała wieś wymordowana! Rozszarpane ciała, czarnoksiężnik i mroczny krasnolud. Czy nad doliną zawisła klątwa?

Nie masz już Elmsville.

Wieś, która od niepamiętnych czasów stała przy starym trakcie północnym, między Kamiennym Brodem a lasami Głuchej Kniei, opustoszała w ciągu jednej nocy. Gdy nazajutrz przybyli tam poborcy książęcy, zastali wszystkie domostwa otwarte, paleniska wygasłe, a mieszkańców — od najmłodszego dziecięcia po najstarszego z kmieci — martwych.

Ciała leżały na drodze, w izbach, oborach i pod ścianami miejscowej kaplicy. Wielu zabitych nosiło ślady mieczy i bełtów, lecz niektórych znaleziono rozszarpanych tak okrutnie, iż nawet doświadczeni żołnierze nie potrafili rzec, jaka broń mogła uczynić podobne spustoszenie. Na ziemi widziano głębokie bruzdy, jakoby pozostawione przez pazury bestii, a na drzwiach kaplicy ktoś wymalował sadzą znak, którego żaden z duchownych nie chciał później opisać.

Z całej osady ocalał ponoć tylko jeden człowiek — wędrowny handlarz, znaleziony o świcie w przydrożnym rowie. Był ranny, półprzytomny i osiwiały, choć świadkowie zarzekali się, że dzień wcześniej miał włosy czarne jak smoła.

Wedle jego zeznań późnym wieczorem do Elmsville przybyła grupa zbrojnych. Nie nosili żadnych herbów ani barw książęcych. Przewodzić miał im człek wysoki i blady, odziany w ciemny płaszcz, o którym świadek mówił jako o magu albo czarnoksiężniku. Towarzyszył mu krasnolud w czarnej zbroi, z brodą spiętą żelaznymi obręczami. Miał on nieść ciężki miecz, na którego ostrzu „nie odbijało się światło”.

Handlarz zeznał również, iż napastnicy czegoś szukali. Przeszukiwali dom po domu, wypytując mieszkańców niewybrednym językiem o rzekomy skarbiec. Gdy sołtys odmówił odpowiedzi, rozpoczęła się rzeź.

W tym miejscu zeznanie ocalałego staje się niejasne. Twierdził on, że zbrojni nie działali sami. Kiedy zabrzmiał dzwon kapliczny, choć nikt nie ciągnął za sznur, zza domów wyszły „postacie bez twarzy”. Nad dachami miał krążyć wielki, czarny cień, a wśród umarłych widziano ludzi, którzy wstawali ponownie.

„Bandyci otworzyli drzwi. Lecz to, co przez nie weszło, nie było z tego świata”.

Nazajutrz po przesłuchaniu człowiek ów zniknął z pilnie strzeżonej izby. Okno znaleziono zamknięte od środka. Na posłaniu pozostały ślady krwi oraz garść wilczej sierści. Do dziś nie odnaleziono ani jego ani Rzeźników z Elmsville.

Czarno-biała rycina opuszczonego Elmsville z ruiną kaplicy pośród nocnej mgły
Ruiny starego Elmsville wedle relacji poborców książęcych.
Stara rycina bladego czarnoksiężnika i krasnoluda w czarnej zbroi z mieczem wkraczających do wsi
Tak miał wyglądać blady czarnoksiężnik i jego mroczny krasnoludzki towarzysz.

Z kroniki pogranicza

DUCHY, WAMPIRY CZY WILKOŁAKI?

Kościół potępia zabobony. Pogranicze odpowiada opowieściami o zmarłych, którzy nie chcą pozostać w grobach.

Gazetowa rycina porzuconego wozu, ślepych koni i wilczych sylwetek w lesie
Porzucony wóz ostatniej wyprawy. Konie żyły, lecz nie widziały.

Kościół stanowczo potępia rozsiewanie zabobonów, lecz po okolicznych wsiach krążą coraz straszniejsze opowieści. Jedni powiadają, iż nocami po ruinach Elmsville chodzą duchy pomordowanych. Inni utrzymują, że w studni zamieszkał wampir, który woła podróżnych głosem ich własnych matek. Pasterze widywali też podobno ogromne wilki, biegające na dwóch nogach i noszące strzępy ludzkiego odzienia.

Kilka grup śmiałków, łowców potworów i poszukiwaczy prawdy zapuszczało się w tamte strony. Żadna nie powróciła.

Po ostatniej z wypraw znaleziono jedynie porzucony wóz. Konie były żywe, lecz całkowicie ślepe. Na deskach ktoś wyrył słowa:

„ELMSVILLE PAMIĘTA”.

Z kroniki pogranicza

STARY TRAKT ZAMKNIĘTY

Książęcy poborcy nakazują szeroki objazd. Przy nowej drodze rośnie osada, której mieszkańcy boją się własnej nazwy.

Rycina osiwiałego ocalałego wskazującego ślady pazurów przy drodze do Elmsville
Jedyny ocalały osiwiał w ciągu jednej nocy — później zniknął z zamkniętej izby.

Z rozkazu władz stary trakt zamknięto, a jego nowy odcinek poprowadzono szerokim łukiem z dala od przeklętej doliny. Przy nowej drodze powstała karczma, potem kuźnia i pierwsze domostwa. Osadę nazwano Nowym Elmsville, choć wielu mieszkańców nie wypowiada tej nazwy po zapadnięciu zmroku.

Dawna wieś stoi opuszczona. Jej dachy zapadają się, pola porasta cierń, a dzwon w zrujnowanej kaplicy ma ponoć odzywać się sam podczas bezksiężycowych nocy.

Nie wiadomo, kim byli bandyci, czego szukał mag ani co stało się z mrocznym krasnoludem. Nie ustalono również, czy to oni dokonali całej masakry — czy tylko zbudzili coś, co od wieków spało pod wzgórzami.

Podróżnym radzimy korzystać wyłącznie z nowego traktu. Kto zaś ujrzy między drzewami światła starego Elmsville, niech się nie zbliża.

W tej wsi od wielu lat nikt nie mieszka.