Nie masz już Elmsville.
Wieś, która od niepamiętnych czasów stała przy starym trakcie północnym, między Kamiennym Brodem a lasami Głuchej Kniei, opustoszała w ciągu jednej nocy. Gdy nazajutrz przybyli tam poborcy książęcy, zastali wszystkie domostwa otwarte, paleniska wygasłe, a mieszkańców — od najmłodszego dziecięcia po najstarszego z kmieci — martwych.
Ciała leżały na drodze, w izbach, oborach i pod ścianami miejscowej kaplicy. Wielu zabitych nosiło ślady mieczy i bełtów, lecz niektórych znaleziono rozszarpanych tak okrutnie, iż nawet doświadczeni żołnierze nie potrafili rzec, jaka broń mogła uczynić podobne spustoszenie. Na ziemi widziano głębokie bruzdy, jakoby pozostawione przez pazury bestii, a na drzwiach kaplicy ktoś wymalował sadzą znak, którego żaden z duchownych nie chciał później opisać.
Z całej osady ocalał ponoć tylko jeden człowiek — wędrowny handlarz, znaleziony o świcie w przydrożnym rowie. Był ranny, półprzytomny i osiwiały, choć świadkowie zarzekali się, że dzień wcześniej miał włosy czarne jak smoła.
Wedle jego zeznań późnym wieczorem do Elmsville przybyła grupa zbrojnych. Nie nosili żadnych herbów ani barw książęcych. Przewodzić miał im człek wysoki i blady, odziany w ciemny płaszcz, o którym świadek mówił jako o magu albo czarnoksiężniku. Towarzyszył mu krasnolud w czarnej zbroi, z brodą spiętą żelaznymi obręczami. Miał on nieść ciężki miecz, na którego ostrzu „nie odbijało się światło”.
Handlarz zeznał również, iż napastnicy czegoś szukali. Przeszukiwali dom po domu, wypytując mieszkańców niewybrednym językiem o rzekomy skarbiec. Gdy sołtys odmówił odpowiedzi, rozpoczęła się rzeź.
W tym miejscu zeznanie ocalałego staje się niejasne. Twierdził on, że zbrojni nie działali sami. Kiedy zabrzmiał dzwon kapliczny, choć nikt nie ciągnął za sznur, zza domów wyszły „postacie bez twarzy”. Nad dachami miał krążyć wielki, czarny cień, a wśród umarłych widziano ludzi, którzy wstawali ponownie.
„Bandyci otworzyli drzwi. Lecz to, co przez nie weszło, nie było z tego świata”.
Nazajutrz po przesłuchaniu człowiek ów zniknął z pilnie strzeżonej izby. Okno znaleziono zamknięte od środka. Na posłaniu pozostały ślady krwi oraz garść wilczej sierści. Do dziś nie odnaleziono ani jego ani Rzeźników z Elmsville.